Żywa legenda

styczeń 21, 2008

Co chodzi ci po głowie gdy wymówisz “legenda rocka”? The Who? Led Zeppelin? The R0lling Stones? A może Jimi Hendrix? Jestem pewien, że albo któryś z tych zespołów bezkompromisowo kojarzy ci się ze słowem “legenda” albo żaden. A co powiesz o skromnym medialnie, ale potężnym i świetnym zespole z Niemiec o nazwie Scorpions? Na pewno pogwizdujesz razem z Klausem Meine wstęp do Wind Of Change jak leci w radiu ;) Możliwe, że znasz jeszcze Send Me An Angel albo White Dove. Ale czy nie zastanawiałeś się, że ten zespół może mieć o wiele lepsze tytuły w swojej dyskografii? Może. I ma.

ScorpionsZaczynając od ich pierwszej płyty, na Crazy World z 90 roku kończąc praktycznie każdy kawałek jest dobry, a nawet bardzo. Blackout – szybki, chwytliwy riff, dobry refren i solówka. Typowy wymiatacz klasyczno-rockowy. Wymieniać mógłbym tak długo, ale nie widzę w tym najmniejszego sensu, po prostu każda płyta z tego okresu jest warta polecenia. Gorzej sprawa stoi z “eksperymentami” z lat ‘90. Klękajcie narody! Niektórych kawałków wstydziłbym się słuchać przy znajomych, bo posądziliby mnie o słuchanie disco-polo. Niestety taka jest prawda. To Be No 1 – przecież tego się nie da przesłuchać. Jednym słowem: jeśli chcielibyście się zaznajomić z dyskografią Scorpions, nie radzę kupować albumów Pure Instinc czy Eye2Eye. Ściągnij, “przesłuchaj” a później rób co chcesz :) a nuż ci się spodoba?

O wiele lepiej jest już z albumem Unbreakable, który reaktywował zespół po porażkach z ich eksperymentami. Na szczęście ich ostatnia płyta Humanity Hour 1, nagrana w całości z basistą grającym niegdyś w TSA, Pawłem Mąciwodą, również jest w porządku, a przynajmniej w połowie. Ale dość na dziś już tych wywodów. Jeśli chcesz posłuchać dobrego rocka w wykonaniu mistrzów to polecam ci Scorpions, szczególnie ich starszą twórczość.